koncentrator kultury wyciskamy 100% kultury z kultury - wyciskaj z nami!

Na naszych stronach internetowych stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki
wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z  Polityką Prywatności.

» ROZUMIEM I AKCEPTUJĘ
CO JEST GRANE - styczeń 2021 - nr 321
zmodyfikowano  8 lat temu

Harpagon

CO było GRANE - ARCHIWALNE TERMINY » » 12 669 wyświetleń od 1 stycznia 2007
  • 19 lutego 2006, niedziela
    » 18:00
  • 14 lutego 2006, wtorek
    » 19:00
  • 12 lutego 2006, niedziela
    » 19:30
  • 10 lutego 2006, piątek
    » 10:00

wg Skąpca Moliera

  • adaptacja i reżyseria: Tomasz Man
  • scenografia i kostiumy: Monika Kurosad
  • muzyka: Paweł Sołtysiak

Harpagon jest wdowcem, ojcem dorosłych dzieci i wielkim skąpcem. Jego córka Eliza jest z wzajemnością zakochana w Walezym. Muszą jednak ukrywać swą miłość. Syn Kleant kocha Marianne, którą również zauważył Harpagon i wpadł na pomysł, by się z nią ożenić. Rozpoczynają się perypetie miłosne i przygody z wielkimi pieniędzmi. W rytm współczesnej muzyki.

Czas trwania: 95 minut

Warto, po trzykroć warto!... Na Harpagona!

Dawno już nie wychodziłem z Lubuskiego Teatru im. Kruczkowskiego w Zielonej Górze tak usatysfakcjonowany rodzimym spektaklem. Chyba ostatnio po premierze O beri-beri wedle Witkacego kilka lat temu.

Dlaczego Molier, właściwie Jean Baptiste Poquelin, wielkim komediopisarzem był? Bo jego komedie mają wymiar uniwersalny. Pisane w wieku siedemnastym zachowują aktualność i w dzisiejszych czasach. W przeciwieństwie do wielu innych teatralnych przebojów z przeszłości, które i dziś po odświeżeniu pachną naftaliną. Bohaterowie Moliera, jak idee Lenina są wiecznie żywi, ściślej – wiecznie żywe są spersonifikowane w nich przywary ludzkie. Skąpstwo, hipochondria, cwaniactwo, bufonada, obłuda. Wystarczy rozejrzeć się dokoła, czasem Z pokorą spojrzeć w lustro.

Któż podejmie się policzyć wszystkich współczesnych harpagonów, świętoszków czy chorych z urojenia. Więc skoro Molier jest tak na czasie, po cóż grać go w strojach z minionej epoki i w historycznej scenerii. Lepiej zedrzeć siedemnastowieczną skorupę i zstąpić do głębi. Ta właśnie idea przyświecała reżyserowi zielonogórskiego przedstawienia, Tomaszowi Manowi, przed którym chylę czoła za pomysł na realizację klasyka. Występujący w sztuce aktorzy ubrani są jak my, wykonują podobne ruchy i gesty; czasem przejaskrawione. Rzecz dzieje się we współczesnych realiach.

Pewno dzięki temu wygłaszany tekst łatwiej dociera do widza, zwłaszcza do młodszego widza traktującego zwykle Melpomenę jako podstarzałą nudną ciotkę, z którą nie da się znaleźć wspólnego języka. A tutaj wspólny język znajduje się sam.

Tomasza Mana, który dokonał zarazem adaptacji tekstu, zgrabnie wsparli w tworzeniu klimatu - autorka scenografii i kostiumów Monika Kurosad, oraz twórca aranżacji i muzyki Paweł Sołtysiak. Ale ich praca nie dałaby oczekiwanego efektu, gdyby nie fakt, że na wysokości zadania stanęła również ekipa aktorska. Zwłaszcza tytułowy Harpagon, czyli Jerzy Kaczmarowski. Wręcz Znakomity Jerzy Kaczmarowski. To chyba jedna z bardziej znaczących ról w dorobku pana Jerzego, która pozwala mu zademonstrować widowni wypracowany latami aktorki kunszt. Skąpstwo wręcz wycieka z niego wszystkimi porami ciała, obnaża niemal każdym słowem, każdym gestem wywołując w widzach nie pusty śmiech, lecz śmiech podszyty refleksją.

Dobrze się sprzedać na tle takiego Harpagona to naprawdę wielka sztuka i trudny egzamin dla towarzyszących mu postaci scenicznych. Zdają go wyśmienicie – Elżbieta Donimirska jako Frozyna, aktorka której niewątpliwy talent jest, moim zdaniem, zbyt skąpo wykorzystywany przez dyrekcję teatru, oraz Andrzej Nowak jako służący Jakub. Bardzo dobrze - Wojciech Brawer jako Kleant (miłe zaskoczenie po nienajlepszym występie w Ożenku Gogola) oraz Wojciech Czarnota w epizodycznej roli policjanta. Nazwiska pozostałych wykonawców przemilczę, bo chwalić nie ma specjalnie za co, a ganić przy bardzo wysokiej ocenie spektaklu jako całości, nie uchodzi.

W pewne zakłopotanie wprawiła mnie ekspresyjna i głośna Kinga Kaszewska –Brawer w męskiej roli Strzałki. Od razu pojawiło się skojarzenie z Krystyną Jandą w filmie Wajdy Człowiek z marmuru, która oglądana po raz pierwszy wyprowadziła mnie niemal z równowagi, ale którą po jakimś czasie zaakceptowałem. Może to podobna sytuacja? A może taki właśnie Strzałka nie jest zbyt hiphopowy?

Niech Państwo ocenią to sami. Bo do obejrzenia zielonogórskiego spektaklu zachęcam wyjątkowo gorąco. Warto, warto, po trzykroć warto! Ciotka Melpomena potrafi być czasem kobitą do rzeczy.

Edward Mincer

*recenzja teatralna w Radiu Zachód,

styczeń 2006*

zmodyfikowano  8 lat temu
przewiń ekran do początku stronyprzewiń ekran do początku strony

Wybierz kasę biletową:

ZAMKNIJ