koncentrator kultury wyciskamy 100% kultury z kultury - wyciskaj z nami!

INFORMACJA:

dla zakresu jest nie ma danych
dlatego przekierowano do zakresu BYŁO
dla zakresu jest nie ma danych
dlatego przekierowano do zakresu BYŁO
OK

Na naszych stronach internetowych stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki
wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z  Polityką Prywatności.

» ROZUMIEM I AKCEPTUJĘ
zmodyfikowano  14 lat temu  »  

już nie ja

Kraków »
CO było GRANE - ARCHIWALNE TERMINY » » 19 931 wyświetleń od 20 stycznia 2011
  • 27 stycznia 2011, czwartek
    » 19:00

Judyta Krawczyk-Domańskia

W obrazach Judyty Krawczyk-Domańskiej splatają się dwa ważne dyskursy: z jednej strony dominuje dyskurs tożsamościowy, z drugiej - przemijania w jego rożnorakich aspektach. Autorka ukierunkowuje interpretacyjnie widzow proponując słowa-klucze: melancholia, samotność, dystans, smutek. Symbolicznie skonstruowane treści przywoływać mają wspomnienie utraty bliskiej osoby. Osobiste przeżycie odnosi się do dialogu między marzeniami dziecka a ich spełnieniem.

Ten zbior to swoista autoterapia, ale czy tylko? Czyż nie jest to rownież proba ukonstytuowania własnej tożsamości - tożsamości kobiety, matki, siostry? Krawczyk-Domańska pokazuje trudne, ważne i piękne zarazem doświadczenie rozpięcia między utratą siebie (w tym przypadku spowodowaną śmiercią siostry - tak bliskiej, że będącej częścią „ja") a nową autoidentyfikacją. Maski na twarzy sugerują proby zmierzenia się ze swoim nowym „ja" względem własnego ciała, roli społecznej, ale także czasu i miejsca, w ktorym się znajdujemy, wydarzeń, ktorych jesteśmy świadkami. Niegotowe do przymierzenia sukienki poddają możliwe do wyboru identyfikacje i samookreślenia. Decyzja jeszcze nie zapada. Delikatnym lecz pewnym gestem docelowe formy - połprzezroczyste kreacje - są odsuwane. To już nie ja. To jeszcze nie ja. Za wcześnie na zdjęcie lekarskiej maski, dzięki ktorej niewykształcony, nowy wyraz siebie nie musi być teraz ujawniony. Widzimy tylko oczy: spokojne, uważne, pewne, że właściwy czas, właściwa forma są na wyciągnięcie ręki.

W swoich pracach Judyta odkrywa coraz to nowe potencjalne zaangażowania. Kuriozalnie właśnie poprzez zasłanianie twarzy probuje odpowiedzieć sobie na pytanie kim jest? Czym jest tożsamość? Zmusza widza do skonfrontowania tego pojęcia z przypadkowością i nieprzewidywalnością zdarzeń, ktore nas dotyczą.

Judyta maluje na rożnych podłożach - płotnach, płytach, papierze, roletach okiennych. Materiał ten pozwala na większy komfort przedstawienia, podbudowując przy tym rownież sedno treści - ulotność, incydentalność i niepewność naszej egzystencji.

_Spod wielokrotnych warstw farby ciągle pojawiała się jej twarz, oczy, ktore nie dawały odpowiedzi na pytania, tylko je zwielokrotniały. Dopiero cichy szept dialogu ze zmarłą w noc poślubną siostrą stał się sensem jej malarstwa. Wtedy dopiero odczuła nieodpartą potrzebę malowania, przyszła lawina pomysłow, (…) wspomnień, dotknięć. Niepotrzebne już były efektowne, ściekające farby, lecz spokoj i rozwaga. Od dawna noszone w sobie dialogi z siostrą stały się obrazami, prawdą i częścią jej życia, jak tworczość każdego prawdziwego artysty. _

Leon Tarasewicz

bilety:

wstęp wolny

autor:
zmodyfikowano  14 lat temu  »  
przewiń ekran do początku stronyprzewiń ekran do początku strony

Wybierz kasę biletową:

ZAMKNIJ