koncentrator kultury wyciskamy 100% kultury z kultury - wyciskaj z nami!

Na naszych stronach internetowych stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki
wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z  Polityką Prywatności.

» ROZUMIEM I AKCEPTUJĘ
zmodyfikowano  6 lat temu

Sebastian Kubica

Kraków »
CO było GRANE - ARCHIWALNE TERMINY » » 7 890 wyświetleń od 1 stycznia 2007
  • 16 lutego 2005, środa
    » 17:00

wystawa plakatu

w ramach V Festiwalu Plakatu

z cyklu: Prace polskich artystów z kolekcji Krzysztofa Dydo

W ubiegłym roku dwóch Polaków dostało równorzędne brązowe medale na prestiżowym japońskim Triennale Plakatu w Toyamie. Byli to Sebastian Kubica i Roman Kalarus. Piękny zbieg okoliczności: można powiedzieć, że tę samą nagrodę otrzymują razem uczeń i jego mistrz z czasów studiów w katowickiej filii ASP w Krakowie. Myślę jednak, że dla tego pierwszego określenie uczeń jest już dawno nieaktualne. 29-letni Kubica jest jednym z najciekawszych i najczęściej nagradzanych młodych plakacistów. Ostatnio został wyróżniony srebrnym medalem na Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach i brązowym medalem na tegorocznym Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie.

Dla mnie jego prace są szczególnie interesujące, ponieważ stanowią przykład odnajdywania własnego języka graficznego przez nowe pokolenie projektantów, odcinające się chętnie od tzw. polskiej szkoły plakatu (czegokolwiek by ta wytarta etykieta nie oznaczała). Bywa często tak, że kontestujący polską tradycję młodzi graficy bezkrytycznie kopiują zachodnie wzory lub nowinki typograficzne i chociaż nadrabiają w ten sposób zaległości w stosunku do światowego dizajnu, często gubią przy tym własną odrębność. Kubica wyznaje, iż fascynuje go twórczość naszych wielkich plakacistów: m.in. Tomaszewskiego, Młodożeńca, Lenicy. Zebrał nawet niewielką kolekcję ich druków, a w swoich plakatach świadomie nawiązuje do tamtego stylu, zwłaszcza do Jana Młodożeńca.Kubica podobny jest do Starych Mistrzów także dlatego, że jego droga projektowa wywodzi się w prostej linii z grafiki warsztatowej. Chętnie wykorzystuje elementy zapożyczone z drzeworytu, linorytu czy serigrafii. Komputer, gotowe kroje pism są dla niego narzędziami drugorzędnymi. Ale mimo tego powrotu do korzeni, prace Kubicy odbierane są jako bardzo nowoczesne. Czy dlatego, że różnią się wyraźnie od twórczości rówieśników?W dzisiejszym projektowaniu, zmęczonym bezduszną precyzją komputera, coraz częściej powraca się do niedokładnej formy, podkreślającej np. nonszalancję odręcznego szkicu lub nawiązującej do graffiti. Przykładów dostarcza książka poświęcona przejawom ekspresji w plakacie Up Against the Wall (wyd. RotoVISION), w której Kubicy poświęcono aż cztery strony. W kontekście tej lektury myślę, że plakaty naszego bohatera mają więcej zpośpiesznego szablonu, przekazującego prosto i ekspresyjnie polityczno-społeczne treści – niż z wycyzelowanej formy prac Tomaszewskiego albo Lenicy, o których wspomniałem. Uwagę wydawców zapewne zwróciła niecodzienna typografia Kubicy, polegająca na rysowaniu każdej litery jako odrębnego znaku, jak u Eda Felli lub – z polskich projektantów – Lecha Majewskiego czy Piotra Młodożeńca. Porównywanie Sebastiana Kubicy do grafików czerpiących pełnymi garściami z możliwości komputera nie ma sensu. Jego indywidualność przejawia się także w nieco artystowskiej postawie życiowej. Mimo iż projektuje plakaty na zlecenie, omija z dezaprobatą komercyjne agencje reklamowe. Pragnie robić wyłącznie to, co go interesuje, przedkładając nawet zarobkowanie pracą fizyczną (co zdarzyło się po studiach) nad niechciane kompromisy. Obawiam się, że taka postawa nie buduje nowej jakości w polskim projektowaniu graficznym, sprzyja raczej podkreślaniu odrębności swojej ekspresji i z czasem może doprowadzić do zamurowania się we własnym stylu. Sądzę jednak, że polemika jest bezcelowa – ten typ tak ma. Z drugiej strony, nie zamyka się on w wygodnej niszy plakatów kulturalnych, podejmując często tematy społeczne dotyczące aborcji, równouprawnienia kobiet czy przemocy, co daje interesujące efekty i nasuwa mi myśl, że Kubica sprawdziłby się świetnie jako ilustrator prasowy. Mógłby w ten sposób zachować swój odrębny malarski styl o ulotnej, ale także dowcipnej i pomysłowej metaforyce, komentując na bieżąco życie społeczne i polityczne, dzięki czemu jego prace poznaliby nie tylko widzowie przeglądów plakatu. Ma bowiem – mimo że wywodzi swoje prace z grafiki warsztatowej – dizajnerską umiejętność celnego puentowania stawianych problemów, której brakuje wielu znanym artystom młodego pokolenia, rysującym do prasy.

Kuba Sowiński

zmodyfikowano  6 lat temu
przewiń ekran do początku stronyprzewiń ekran do początku strony

Wybierz kasę biletową:

ZAMKNIJ