koncentrator kultury wyciskamy 100% kultury z kultury - wyciskaj z nami!

Na naszych stronach internetowych stosujemy pliki cookies.

Korzystając z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki
wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z  Polityką Prywatności.

» ROZUMIEM I AKCEPTUJĘ
zmodyfikowano  5 godzin temu

WIDOWSPEAK | WARSZAWA

CO jest GRANE » 313 wyświetleń od 14 kwietnia 2026

Warszawa » 11 Listopada 22, 03-436 » NA MAPIE

Album zatytułowany „Roses” siłą rzeczy krąży wokół romantycznych gestów. Na dziesięciu utworach, które składają się na siódme i najnowsze wydawnictwo Widowspeak, uchwycono intymne chwile i kolejne etapy miłości, widziane przez nostalgiczną, lekko rozmytą, jakby soczewkę.

Widowspeak to zespół, który potrafi operować wielkimi emocjami, nie popadając przy tym w patos. Jest tu czułość, ale też pewna słodka przesada, jak w przedłużającym się stanie zauroczenia, który potrafi zawładnąć wszystkim, niczym wciągająca, trochę tandetna powieść. Motyw samochodów i kierowców staje się metaforą współzależności. Dawna miłość z kolei z czasem się układa i mięknie jak znoszony T-shirt. Jeśli muzyka może być jednocześnie naturalistyczna i filmowo mroczna, nasycona i gęsta, to właśnie taka jest estetyka Widowspeak. To zespół, który naprawdę umie budować nastrój.

Te piosenki, choć osadzone w drobnych, intymnych momentach, o niepokoju wpisanym we współczesne życie i o czekaniu, aż coś się wydarzy. O poczuciu, że gra się rolę we własnym życiu, zamiast je naprawdę przeżywać. „Roses” może i jest najbardziej romantycznym albumem Widowspeak, ale zarazem najbardziej realistycznym, bo jego tłem nie są wielkie dramaty, lecz codzienność i jej powtarzalność. Małe obserwacje z życia przed pracą, w jej trakcie i po niej, nalewanie wody klientom, przeziębienie złapane w dzień wolny. Marzenia o wygranej na loterii albo moment uświadomienia sobie, że może już się wygrało.

Miłość staje się tu sposobem mówienia o tym, co nas napędza i co naprawdę ma sens. Jest światłem, które rozjaśnia ciemniejsze zakamarki dnia i życia. Powodem, żeby iść dalej mimo bólu, który potrafi przynieść. Jak pada w utworze tytułowym, nie każdy kolec cię zrani, ale pierwszy zostaje na długo. I teraz nie sadzisz już róż, bo tamten wciąż boli. Chciałbym być tym jedynym.

zmodyfikowano  5 godzin temu
przewiń ekran do początku stronyprzewiń ekran do początku strony

Wybierz kasę biletową:

ZAMKNIJ